środa, 16 marca 2011





Czasem po prostu trzeba wyjechać. Gdziekolwiek. Zobaczyć przed sobą nowy horyzont, nakarmić zmysły czymś, czego się nie zna. Nie myśleć, tylko jechać przez teraźniejszość, zostawiając w domu przeszłość i przyszłość. Nie myć się zbyt często, smażyć w samochodzie jajecznicę, budzić się na wybrzeżu w zakazanym miejscu. Oglądać świat wykadrowany oknem samochodu.



Kiedy samochód staje się twoim domem, na jakiś czas wszystkie problemy znikają. Nawet, kiedy jest w nim bardzo zimno i jedyne ogrzewanie to butla gazowa.



Najwspanialej jest spotykać ludzi. Zwłaszcza w miejscu, które miało nie istnieć poza filmową rzeczywistością. Nagle scenariusz zlewa się z prawdziwym życiem, dodając swoich przedziwnych bohaterów, którzy przenocują cię w swoim klubie, dadzą o 3 w nocy płótna, farby i poproszą o namalowanie obrazów. Ktoś je teraz ogląda.



Nad morzem jest po prostu fajnie. Bezkresna woda to beztroska ucieczka i spokój. Wreszcie można się nasycić powietrzem, bo tylko morskie jest tak pożywne.



Most biegnie przez morze jakby nie miał końca. Ładne oszustwo.



"Po co mi całe to gówno?"



Być bezdomnym i leżeć na słońcu pod murem. Na kolację będą kanapki z nutellą i masłem orzechowym.



Siadać wyżej i patrzeć.



Płynąć z wiatrem, który wywiewa z oczu łzy i  chce oderwać uszy.



Pokonywać wichurę stareńkim "Startem".



Wypruć kable z Pana Samochodzika i przywrócić w nim ogrzewanie, żebyśmy mogli spokojnie zasnąć w ciepłym powietrzu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz