poniedziałek, 21 marca 2011

Ostatnie dni zimy

 Zima 2011 miała efektowne wyjście. Przykryła niebo mleczną kołdą, schowała pod nią słońce, krążyła temperaturą wokół zera, ubrała świat w szaro-bure kolory. I chociaż jeszcze musieliśmy nosić czapki, kaptury i szaliki, to przynajmniej one odcinały się pstrokato od krajobrazu, zwiastując wiosnę. Poza tym są takie miejsca w Warszawie, gdzie nawet szaruga wygląda nieźle. Na przykład ulica Joteyki na Starej Ochocie...
Warszawa to podobno wielkie miasto. Czasem jednak, właściwie nawet całkiem często, wybiega się z domu załatwiać swoje tylko sprawy, żeby niespodziewanie wpaść na bardzo miłych znajomych. I nagle służbowy marsz zmienia się w przyjemny spacer.


Dużo osób mawia z kolei, że stolica jest najmniejsza na świecie, bo wszyscy się znają i wciąż spotykają. Kiedy jednak trzeba zsynchornizować wzajemne plany, żeby załatwić konkretną sprawę (na przykład przekazać sobie książkę), nagle miasto rozrasta się i odkrzyżowuje nam ścieżki. Najwyrażniej łatwiej wpadać na kogoś bez pretekstu. Książka wreszcie ukryta za pazuchą.

Koniec zimy to trochę trudny moment na powrót do Warszawy z wesołej, cieplejszej, spokojnej mieściny gdzieś za granicami Polski. Wtedy warto wypić kawę z przyjacielem i powoli przyzwyczajać się do chłodniejszej rzeczywistości. Niedługo tu też wyjdzie słońce.

Ostatnia zima na uniwerystecie i ostatnie spacery po jego zakamarkach.

Każde miasto ma swoje niezawodne miejsca-dziuple, które najprzytulniej chronią przed zimnem za pomocą herbaty czy ciastka marchewkowego. U nas to chociażby Szczotki i Pędzle.

Pewne stworzenia mają surowy koniec zimy gdzieś pod swoim merdającym odciętym ogonem. Są tak zajarane światem, jego zapachami, badylami, torebkami foliowymi i wszystkim co tylko może służyć do zabawy, że nigdy nie poczują chłodu. Kiedy wyprowadzają swoją panią na spacer, ona również wraca do domu z wywieszonym jęzorem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz